Oficjalna strona piłkarskiej reprezentacji Polski Diabetyków.

Tegoroczne Mistrzostwa Europy Diabetyków w halowej piłce nożnej odbyły się w dniach 19-25 lipca w Cluj-Napoca, mieście w które znajduje się w północnej części Rumunii. Zgodnie z przyjętym zwyczajem tegoroczny turniej organizowali mistrzowie Europy z 2014, dlatego to właśnie tam w tym roku udała się nasza 12 osobowa kadra w następującym składzie: trener Jakub Zieliński, który prowadził reprezentację diabetyków w dwóch poprzednich edycjach turnieju, związany z chrzanowskim środowiskiem futsalowym. Kolejną osobą, która odwiedziła w tym roku Cluj jest kierownik kadry, Łukasz „Prezes” Walczyński, prezes Oddziału Wojewódzkiego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków w Lublinie, człowiek bardzo oddany sprawie, nie tylko związanej z cukrzycą w Polsce, organizator wielu wydarzeń o charakterze rekreacyjno-sportowym. W skład 10 osobowej kadry piłkarzy weszli następująco: dwaj bramkarze – Andrzej Prokop (kapitan) oraz Piotr Jankowski, a także Dominik Wardziński, Damian Matecki, Damian Krawczuk, Mateusz Bartczak, Jakub Wąsowicz, Robert Golenia, Rafał Michta i Michał Hyży. O tym ostatnim należy wspomnieć, iż występuje także w reprezentacji Polski w futsalu do lat 21 prowadzonej przez trenera Gerarda Juszczaka. Tegoroczny skład był niemalże identyczny do zeszłorocznego, z jedną tylko różnicą – Adriana Tomczaka zastąpił Piotr Jankowski.

W takim składzie wyruszyliśmy 17 lipca z Krakowa. Pierwszym dłuższym przystankiem na drodze do Napoca Cluj była słowacka Tatralandia, w której przez kilka godzin korzystaliśmy z licznych atrakcji oraz wspaniałej pogody. Niestety, niektórzy przesadzili z kąpielą słoneczną i gdyby nie pomoc pani z hotelu w Popradzie, gdzie nocowaliśmy, mogłoby być różnie. Nocleg w Popradzie mieliśmy w hotelu usytuowanym w zabytkowej części miasta, z dala od centrum, dlatego też już pierwszego wieczora został zorganizowany turniej w grę FIFA 2014, ta forma spędzania wolnego czasu powtarzała się jak mantra podczas całego wyjazdu.

Następnego dnia wyruszyliśmy do węgierskiego miasta Miszkolc słynącego z kompleksu basenów z wodą termalną. Jak widać w tym roku postawiliśmy na relaks i integrację przed występem na DIAEURO, poza tym chcieliśmy uniknąć zmęczenia podróżą, dlatego też wyruszyliśmy dwa dni przed oficjalnym otwarciem turnieju. Tego samego dnia zameldowaliśmy się wieczorem w hotelu w przygranicznym rumuńskim Oradea, gdzie po raz pierwszy mieliśmy okazję przekonać się co oznacza termin „rumuńska szkoła jazdy samochodem”. Wystarczy powiedzieć, że w tym pięknym bałkańskim kraju jeździ się dość energicznie. Tym razem również wieczorem w ruch poszły kciuki i pady, a emocje dorównywały tym z prawdziwych boisk.

Trzeciego dnia dotarliśmy do celu naszej podróży – Grand Hotel Napoca oznaczony czterema gwiazdkami. Cała nasza kadra została rozmieszczona na tym samym, najwyższym, 8 piętrze hotelu. Oprócz nas znajdowali się tam także Słoweńcy, Rosjanie i reprezentanci Ukrainy, także śmiało można było powiedzieć że było to słowiańskie piętro. Nie jestem znawcą w temacie przyznawania hotelom gwiazdek, ale nie trzeba być takowym, żeby móc stwierdzić że brak klimatyzacji w pokojach, stanowi poważny problem, zwłaszcza gdy temperatura w ciągu dnia dochodziła do 42 stopni w cieniu. Ustawione w pokojach wiatraki niewiele pomagały, nie rekompensował tego także wspaniały widok z okna jaki mieliśmy na centrum Cluj, pełne zabytkowych katedr i kościołów, których wieże górują nad miastem.

19 lipca nastąpiło oficjalne otwarcie turnieju, w nowoczesnej hali w której rozgrywaliśmy zawody była oddalona od hotelu o niecały kilometr. W tym roku nie byliśmy zespołem rozstawionym więc, pewne było że trafimy do grupy z jedną naprawdę silną drużyną. Los chciał, że trafiliśmy na zaprzyjaźnioną Chorwację i Uzbekistan, oraz Słowację, której gracze otwarcie mówili, iż celują w strefę medalową; jednym z naszych zadań było zniweczyć ich plany. Po losowaniu mieliśmy czas na rozlokowanie się w pokojach, wieczorem część z nas wyszła zwiedzać miasto, część została w hotelu. Nie było z nami trenera gdyż pierwszego wieczoru odbyło się spotkanie trenerów wszystkich zespołów z sędziami oraz organizatorami. Nazajutrz mieliśmy rozegrać pierwszy mecz z Chorwatami, którzy rok wcześniej w węgierskim turnieju zajęli 3 miejsce. Wyszliśmy na boisko mocno zdeterminowani i skoncentrowani. Cech tych wystarczyło niestety tylko na jedną połowę, do przerwy utrzymywał się bezbramkowy wynik, po końcowym gwizdku Chorwaci mieli na swoim koncie 4 bramki przy napisie Polonia widniało 0. Turnieje mają to do siebie, że o porażce w pierwszym meczu trzeba szybko zapomnieć; jak w życiu – wyciągnąć wnioski i iść naprzód.

Drugiego dnia rozegraliśmy mecz z Uzbekistanem, który wygraliśmy 9:1. Los po raz kolejny chciał abyśmy grali przeciwko sobie, gdyż na zeszłorocznym turnieju również rywalizowaliśmy w grupie. Tym razem również wygraliśmy wysoko (rok temu było 8:1), lecz chciałem zwrócić uwagę, że mecz mógłby potoczyć się inaczej gdyby kapitan kadry Uzbeków nie otrzymał czerwonej kartki w pierwszym meczu ze Słowacją, w konsekwencji czego musiał pauzować w meczu z Biało-Czerwonymi. Każda drużyna biorąca udział w DIAEURO 2015 zrobiła duży krok naprzód, poziom sportowy rok rocznie jest wyższy.

Przed ostatnim meczem ze Słowacją potrzebowaliśmy minimum remisu aby razem z Chorwacją wyjść z grupy i grać w ćwierćfinale czyli osiągnąć cel minimum jaki sobie stawialiśmy w szatni przed pierwszym meczem. Mimo iż to my straciliśmy pierwsi bramkę, nie spuściliśmy głów w dół, tylko rzuciliśmy się do odrabiania strat, a gdy nam się to udało za sprawą gola zdobytego przez Mateusza, to my byliśmy jedną nogą w ćwierćfinale. Słowacy postawili wszystko na jedną kartę, wycofali bramkarza i po jednej ze strat podczas gry w przewadze stracili bramkę na 2:1. Z własnej połowy mierzonym technicznym strzałem gola zdobył Michał Hyży. Mecz ten kosztował nas wiele a w turnieju nie było przewidzianego dnia przerwy i następnego dnia mieliśmy wyjść na boisko przeciwko aktualnym mistrzom i gospodarzom – Rumunom. Warto wspomnieć, że w celu sprawdzenia czy na pewno każdy piłkarz biorący udział w turnieju jest cukrzykiem po meczu ze Słowacją nie pozwolono nam zejść do szatni, tylko ustawiliśmy się w kolejce do pomiaru cukru. Często stres związany z takimi meczami gwałtowanie podnosi lub obniża cukier, lecz co w wypadku takim jak miał jeden z Damianów, że poziom cukru po meczu był na książkowym wręcz poziomie? Czy to oznacza że mamy w składzie zdrowego oszusta czy może człowieka który świetnie prowadzi swoją cukrzycę? Osobiście wolałbym aby to związki i stowarzyszenia diabetyków oraz osoby organizujące wzięły na siebie odpowiedzialność za to aby turniej odbywał się w atmosferze fair play. Przecież chcemy tam pokazać, że ludzie z cukrzycą też mogą uprawiać sport i osiągać wspaniałe wyniki, tak jak nasz złoty olimpijczyk z Pekinu 2008 Michał Jeliński.

Niestety kolejny mecz przegraliśmy i to dość wysoko, bo aż 10:2. Nie chciałbym zrzucać tu winy na zmęczenie poprzednim meczem, choć to oczywiście po części również miało wpływ na wynik, po prostu mecz z obrońcami tytułu obnażył wszystkie nasze braki i niedoskonałości, zobaczyliśmy nad czym musimy pracować i ile wysiłku włożyć aby awansować do najlepszej czwórki. Tak jak wspominałem poziom piłkarski idzie w górę z każdą edycją DIAEURO, dlatego też musimy nad sobą mocno pracować, aby osiągać wymarzone cele. W meczu tym z powodu kontuzji kolana odniesionej w meczu ze Słowacją nie mógł zagrać Dominik, dla którego, niestety, turniej skończył się na fazie grupowej.

W chwilach wolnych od piłki nożnej poza zwiedzaniem Cluj, szukaliśmy skutecznych sposobów na ochłodę, ponieważ ciągle utrzymywały się bardzo wysokie temperatury; natomiast w przerwach od grania w Fifę14 niektórzy z nas przyjemnie spędzając czas na graniu w karty, m.in. w pokera – najlepszym pokerzystą w kadrze jest nasz kapitan, Andrzej.

Na bardzo duże słowa uznania zasłużyli organizatorzy turnieju, ponieważ tak ułożyli rozgrywki, że każdy zespół, łącznie z tymi które nie wyszły z grupy walczyły o jak najlepszy, możliwy do zdobycia wynik; i tak zespoły z czwartych miejsc w grupie walczyły o miejsca w przedziale 13-16, zespoły z trzecich miejsc o lokaty 9-12. My jako przegrani w ćwierćfinale mieliśmy zmierzyć się w walce o pozycje 5-8 z innymi pokonanymi na tym etapie czyli Włochami, Rosjanie zaś walczyli Portugalczykami. Dzięki takiej rozpisce każdy zespół był ciągle grze, nikt nie pozostawał biernym widzem. Pewnie pokonaliśmy reprezentantów Italii 8:1, w tym meczu w odróżnieniu od poprzedniego bardzo dobrze funkcjonowały schematy rozpisywane nam przez trenera Zielińskiego. W drugim pojedynku w naszej strefie Rosjanie odprawili Portugalczyków, dlatego też o miejsca 7-8 grali oni z drużyną z półwyspu apenińskiego.

My zaś mieliśmy stanąć naprzeciwko naszych sąsiadów z piętra. Mecz ten nie zaczął się dla nas najlepiej gdyż straciliśmy gola już w pierwszej minucie spotkania, lecz znów szybko pokazaliśmy że ta drużyna ma silny charakter oraz niemały potencjał, a jak ktoś spuszcza głowę w dół to tylko po to aby popatrzeć na widniejącego na koszulkach orzełka. Szybko odrobiliśmy straty i kontrolowaliśmy mecz do samego końca, wygrywając 7:4. Wielkie słowa uznania dla pracy jaką wykonali Rosjanie w porównaniu do DIAEURO 2014 gdzie byli tylko chłopcami do bicia, a ich występ był marnym piłkarskim epizodem.

Podsumowując wyjazd na DIAEURO 2015 i organizację samego turnieju to Rumuni wywiązali się z tego obowiązku bardzo dobrze, wybrano miejsce które jest bardzo atrakcyjne, w okresie letnim dzieje się tam bardzo dużo, festiwale muzyczne, wydarzenia sportowe, kulturalne i te o charakterze społecznym. Ludzie są nastawieni bardzo przyjaźnie, zawsze chętnie służyli pomocą mimo bariery językowej. Jedynym dość dużym mimo wszystko (o ironio) problemem podczas pobytu w Cluj była kuchnia w Grand Hotelu, ponieważ zdarzało się, że dostawaliśmy zimne posiłki na obiad a woda na stołach była, delikatnie mówiąc, niepewnego pochodzenia. Skutek tego był taki, że kilku z nas miało poważne problemy żołądkowe. Mnie osobiści kosztowało to absencję w meczu z Rosją, czego żałuje do dziś, gdyż bardzo chciałem wystąpić w meczu przeciwko naszym sąsiadom.

Mimo to każdemu polecam odwiedzić Rumunię ponieważ kraj ten podobnie jak Polska krzywdzony jest nieprzychylnymi stereotypami, a jest to miejsce które naprawdę warto zobaczyć, poczuć te pozytywne wibracje. Chciałbym też podkreślić, że bardzo dobrze funkcjonowaliśmy jako zespół, za każdym razem wychodząc na boisko czuć było ogromne wsparcie z ławki, na boisku zaś widać było, że każdy jest w stanie walczyć za kolegów z drużyny aż do utraty tchu. Wierzę w to, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej.
Na koniec pragnę podziękować wszystkim którzy przyczynili się do istnienia tej kadry, dzięki którym mogliśmy po raz kolejny pojechać na DIAEURO, spotkać się z naszym przyjaciółmi zarówno z kraju jak i zza granicy, wymienić spostrzeżeniami i doświadczeniami. Dziękujemy firmie Novo Nordisk, która już trzeci rok wsparła naszą kadrę. Wam i sobie życzę abyśmy w przyszłym roku również mogli dostąpić zaszczytu grania z orzełkiem na piersi, gdyż niewątpliwie jest to zaszczyt.

Rafał Michta